Liczba trójkątów, które widzisz, ujawni Twoją prawdziwą osobowość 0002

Wyszło cienko.

Claire w dwóch krokach pokonała dzielącą ich przestrzeń i wzięła od niego kartkę, zanim ktokolwiek ją zauważył.

Jednak zanim to nastąpiło, kilku żołnierzy zdążyło dostrzec nagłówek wytłoczony na górze.

KOMISJA DO SPRAW WYPADKÓW.

Pewność siebie Marka osłabła. „Jesteś jakimś duchem?”

Claire spojrzała na rozrzucone fotografie. Po raz pierwszy tego dnia coś żywego zaiskrzyło pod jej opanowaniem.

Ból.

Surowe, stare i bez dna.

„Podnieś to” – powiedziała cicho.

Mark próbował się otrząsnąć. „Bo co?”

Pytanie zawisło na włosku.

Nikomu nie umknął fakt, że Claire nie oddychała ciężko.

Nikt nie przegapił faktu, że trzej żołnierze nieświadomie cofnęli się o pół kroku – od Marka, a nie od niej.

Zanim Claire zdążyła odpowiedzieć, za nimi rozległ się czyjś głos.

„To wystarczy.”

Wszystkie głowy gwałtownie się odwróciły.

Przez park maszynowy przechodził mężczyzna, którego nikt z nich nie spodziewał się zobaczyć poza oficjalnymi ceremoniami: generał brygady Nathaniel Ross, otoczony przez dwóch żandarmów i pułkownika z dowództwa bazy.

Rozmowa urwała się.

Buty wyprostowane.

Kolce zablokowane.

Twarz Marka zbladła, potem poczerwieniała, a potem zrobiła się niemal szara. „Proszę pana…”

Ross go zignorował.

Zatrzymał się tuż przed Claire Monroe.

Ku zaskoczeniu wszystkich obecnych, generał stanął na baczność.

Następnie zasalutował.

Wyrazisty. Ostry. Bezdyskusyjny.

„ Proszę pani. ”

Nastała tak całkowita cisza, że ​​brzęczenie reflektorów nad głowami brzmiało ogłuszająco.

Mark patrzył.

Żołnierze gapili się.

Nawet Claire wyglądała na niemal zirytowaną.

„Spokojnie, Generale” – rzekła.

Mark otworzył usta, ale nic nie powiedział.

Ross rzucił okiem na zdjęcia leżące na ziemi, potem na otwarty folder w dłoni Claire i na jego twarzy odmalowało się straszliwe zrozumienie. „Przepraszam”.