Każdy ruch był czysty, oszczędny i dokładny .
Tego Mark nienawidził najbardziej.
Przez dwa tygodnie próbował złamać jej opanowanie. Dwa tygodnie złośliwych uwag, mamrotanych obelg, głośnych żartów z jej powodu i starannie wyreżyserowanych upokorzeń przed każdym, kto akurat patrzył. Nazywał ją bezwładną. Pytał, czy w ogóle wie, który koniec karabinu wskazuje do przodu. Mówił ludziom, że jest jakimś kontrahentem, którego armia wynajęła z litości.
I za każdym razem Claire odpowiadała mu w ten sam sposób.
Wykonując swoją pracę lepiej niż ktokolwiek inny.
Ta cisza zaczęła działać na Marka niczym kwas.
„Rozumiesz w ogóle, czego dotykasz?” – zapytał głośniej. „Czy po prostu dobrze udajesz, kiedy w pobliżu są prawdziwi żołnierze?”
Claire zaznaczyła coś na podkładce i przeszła do następnego karabinu.
Jeden z młodszych szeregowych poruszył się, czując się nieswojo. Inny wpatrywał się intensywnie w ziemię. Przydzielony rusznikarz – kapral ze świeżo ostrzyżonym jeżem i nerwowym wzrokiem – otworzył usta, jakby chciał coś powiedzieć, ale się rozmyślił.
Ponieważ Mark Holloway był człowiekiem, który sprawiał, że wahanie wydawało się mądre.
Był potężny, choć nie wysportowany, szeroki w ramionach, co wynikało z dawnej siły i nowej arogancji. Miał głos jak żwir w bucie i reputację człowieka, który zamienia każdy pokój, każdy poligon, każde boisko treningowe w swoje osobiste królestwo. Wiedział, jak daleko się posunąć. Wiedział, jak trzymać się granicy, gdzie przełożeni nazywali go „surowym w kwestii standardów”, zamiast tym, kim naprawdę był.
Zastraszacz.
Niebezpieczne.
Około południa pole za parkiem maszynowym tętniło od nakładających się komend i trzasków przygotowań do wspólnych ćwiczeń. Ciężarówki dudniły. Radia syczały. Buty dudniły na ubitej ziemi. Ponad tym wszystkim słońce prażyło jak dłoń w kark.
Claire poruszała się w tym wszystkim, jakby nie należała do niczego i była częścią wszystkiego.
Niewidzialny, jeśli nie zwracałeś uwagi.
Nie sposób było ignorować kogoś, kto kiedyś był...
Zacięcie karabinu nastąpiło w trakcie cyklu testowego, tuż przed lunchem.
Wyznaczony rusznikarz właśnie zaczął sięgać po broń, gdy wkroczyła Claire.
Mark zaśmiał się krótko i z obrzydzeniem. „Och, muszę to zobaczyć”.
Skrzyżował ramiona, czując już smak upokorzenia, które, jak się spodziewał, go czekało.
Jednak dłonie Claire dotknęły karabinu i powietrze zdawało się zmieniać.
Magazynek wyjęty.
Przykręć z powrotem.
Sprawdź kanał.
Pin został usunięty.
Podział odbiornika.
Jej palce poruszały się z przerażającą szybkością – nie szaleńczą, ale z taką, zrodzoną z powtarzania tak głębokiego, że nie było już miejsca na myśli . Wyczuła przeszkodę, usunęła ją, ponownie sprawdziła komorę, złożyła broń, przeprowadziła test funkcjonalny i oddała ją.